Po roku 1917

Blok Wschodni po roku 1917

41Sądzono, że wcześniejsza, stosunkowo liberalna polityka z drugiej połowy lat dwudziestych była bardzo niekorzystna dla Rzeczypospolitej, gdyż otoczeni przywilejami Białorusini nie chcieli się asymilować, a język i kultura białoruska były rzekomo bardziej uprzywilejowane niż polska. Finansowanie szkół białoruskich przez rząd uznano za niesprawiedliwe, wobec faktu, że wiele dzieci ze zubożałych rodzin szlacheckich nie mogło uczęszczać do szkół, białoruskie bursy i gimnazja traktowano jak „wylęgarnie” idei komunistycznych. Ponadto sądzono, że należy dążyć do polonizacji cerkwi, która wzmaga w państwie tendencje odśrodkowe już przez sam fakt przywiązania do rosyjskiego obrządku. Jeden z kresowych urzędników proponował nadanie przywilejów dla ludności polskiej w województwach północno-wschodnich i zastąpienie nauczycieli niepolskiej narodowości polskim księżmi bądź wojskowymi. Podobnego zdania był wojewoda białostocki Stefan Kirtiklis, który dodatkowo jeszcze uważał, że główna rolę w umacnianiu polskości powinno odegrać wojsko. Wojewoda wileński- Ludwik Bociański stawiał przede wszystkim na katechizację dzieci i młodzieży w języku polskim.

Urzędnicy państwowi w województwach północno-wschodnich zazwyczaj nie cieszyli się dobrą opinią. O ogromnej władzy, jaką posiadali może świadczyć fakt postawienia pomnika byłego wojewody śląskiego- Michała Grażyńskiego w Klesowie. Postument był rzekomo ufundowany przez wdzięcznych robotników za stworzenie miejsc pracy w kopalni granitu, faktycznie jednak został sfinansowany z pieniędzy rządowych i miał podkreślać polskość przedsiębiorstwa. Pomnik wystawiono jeszcze za życia wojewody. Stanowiska państwowe obejmowały często osoby, przeniesione z innych województw, o wątpliwej reputacji. Przykładowo- wojewoda białostocki (wcześniej pomorski) posądzany był o nadużycia finansowe, starosta Grodna- Stanisław Robaczkiewicz został skazany za 4 lata więzienia za defraudację pieniędzy. Nadużycia lokalnej administracji w stosunku do miejscowej ludności były tak znaczące, że w 1938r. wojewoda poleski Wacław Kostek Biernacki wystosował do swoich urzędników pismo zakazujące poniżania Białorusinów w urzędach państwowych. Zabroniono między innymi zwracania się do nich „per ty”. Znaczący jest fakt, że trzeba było wydawać specjalną dyspozycję, aby urzędnicy nie zwracali się do swych petentów po imieniu.

61Po 1935r. oficjalna polityka władz państwowych wobec Białorusinów była nadal poprawna i zgodna ze wszelkimi międzynarodowymi zobowiązaniami. 11.02.1935r. minister Marian Zyndram–Kościałowski podczas przemówienia sejmowego stwierdził, że wszyscy mieszkańcy Rzeczypospolitej są równi wobec prawa i tylko od właściwego spełniania obowiązków obywatelskich uzależniony jest stosunek państwa do danej jednostki. W podobnym duchu przemawiał także kilka dni później, oświadczając między innymi, że mniejszości narodowe powinny mieć prawo do zachowania własnego języka, kultury i religii, a działania represyjne wobec osób o niepolskiej narodowości powinny być stanowczo zakazane, gdyż zniechęcają obywateli do instytucji państwa. W praktyce jednak administracja lokalna nie stosowała się do wyżej podanych zasad. Dążono do likwidacji możliwie jak największej liczby legalnie działających organizacji białoruskich. Wielokrotnie konfiskowano gazety poruszające problemy białoruskiej oświaty, kultury i gospodarki. Zazwyczaj powoływano się na 150 i 172 artykuł Kodeksu Karnego- nieprawdziwe informacje mogące wzbudzić niepokój publiczny i obraza państwa oraz narodu polskiego.

Wiele organów samorządowych zostało przekształconych w komórki administracyjne państwa. Starosta spełniał nie tylko funkcje kontrolne, ale także zarządzał gospodarką sejmików powiatowych. Białoruskim instytucjom społecznym został odebrany jakikolwiek wpływ na oświatę szkolną. Ich funkcje przejęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Wzmocnienie roli państwa, kosztem osłabienia samorządów doprowadziło do nadmiernego biurokratyzmu urzędników. Józef Mackiewicz- dziennikarz „Słowa”, który odbył wiele podróży po ziemiach północno-wschodniej Polski, pisał w swoich reportażach, że nawet we wsiach, gdzie nie było sklepu i karczmy, znajdowały się „biura pisania podań”, a na jednej z głównych ulic miasta powiatowego doliczył się aż siedmiu tego typu placówek. Wiele zarządzeń władz administracyjnych, jak na przykład nakaz bielenia fasad domów wapnem, aby utrzymać pozory porządku i dobrobytu, budziło niechęć miejscowej ludności. Nowoprzybyli osadnicy, podobnie jak przedstawiciele administracji, nie cieszyli się powszechnym szacunkiem. Polska polityka z drugiej połowy lat trzydziestych powiększała niechęć Białorusinów do Państwa Polskiego.

W połowie lat 30 powołano specjalne urzędy do spraw asymilacji- Komitet do Spraw Narodowości i Komisję Naukową Badania Ziem Wschodnich. Instytucje te miały wychować Białorusinów na lojalnych obywateli państwa. Oficjalnie twierdzono, że działalność Instytutu nawiązuje do dawnych tradycji dawnej Rzeczypospolitej szlacheckiej i ma na celu zagwarantowanie mniejszościom swobód obywatelskich .Po likwidacji „Hromady” niemal każdą działalność Białorusinów zaczęto postrzegać jak agitację komunistyczną. Stworzono sieć płatnych donosicieli, którzy informowali nie tylko o poczynaniach ludzi podejrzanych o działalność antypaństwową, ale też o gestach poszczególnych osób podczas zebrań, życiu osobistym uczniów czy posiadaczach radioodbiorników. Zdarzało się, że składano donosy, aby zaszkodzić nie lubianemu sąsiadowi lub członkowi rodziny. Niekiedy w kartotekach policyjnych były notowane nawet czternastoletnie dzieci. Konfidenci otrzymywali wynagrodzenie nie tylko w postaci pieniężnej, ale także w postaci uprzywilejowanych koncesji na prowadzenie restauracji czy sklepów. Decyzje polskich urzędników wzbudzały coraz większe niezadowolenie wśród białoruskiej ludności.